Droga do świadomości
Jak już wspominałam, mamy wrodzoną zdolność do wychwytywania swoich myśli, emocji i sygnałów płynących z ciała. Dzięki mindfulness zyskujemy samoświadomość, a to jedyna rzecz, która pozwala na odblokowanie złych nawyków. Gdy mamy świadomość, że coś istnieje, nie jesteśmy na to ślepo zdani. Między odczuwaniem czegoś a wiedzą o tym jest ogromna różnica. Co innego, gdy trwoga ściska nas za gardło i ręce nam się trzęsą, a co innego, gdy zauważamy swoją reakcję. To trochę tak, jakby nasz umysł robił dwa kroki w tył i oznajmiał strachowi: „Mam cię na oku”, co natychmiast wytrąca mu broń z ręki. Gdy zdajesz sobie sprawę ze swojego lęku, automatycznie boisz się mniej. Ta zasada sprawdza się w przypadku wszystkich emocji.
Oczywiście czasami świadomość przychodzi naturalnie. Dzieje się tak, gdy dochodzi do wypadku czy katastrofy, np. pali ci się dom lub ktoś bliski trafia do szpitala, albo gdy nagle zdarza się coś nieoczekiwanego (zachwycającego, szokującego czy przerażającego), co przyciąga twoją uwagę. Takie sygnały są widoczne i łatwe do rozpoznania. Mimo że występują poza nami, w świecie zewnętrznym, budzą w nas silne emocje, które czasem zaciemniają pole widzenia i utrudniają rozpoznanie problemu.

Musimy nauczyć się koncentrować na tym, co jest dla nas ważne, wtedy, gdy tego chcemy, a nie czekać na coś, co pochłonie naszą uwagę. Jeśli teraz się zastanawiasz: „O co jej chodzi? Przecież potrafię się skupić!”, przeczytaj poniższy przykład, który pokazuje, jak słabo nam wychodzi kontrolowanie uwagi. Na wypadek gdyby wydawało ci się, że świetnie sobie radzisz.
Skupianie uwagi
* Skup wzrok na jakimś elemencie znajdującym się w pobliżu miejsca, w którym siedzisz. Sprawdź, jak długo twój umysł trwał w skupieniu, zanim się rozproszył.
* Skoncentruj się na dźwiękach w otoczeniu. Sprawdź, po jakim czasie coś odwróci twoją uwagę.
* Teraz skup myśli na kimś, kto jest dla ciebie ważny – ukochanym zwierzaku, dzieciach, przyjaciołach, partnerze. Przekonaj się, jak długo jesteś w stanie zachować skupienie.
Teraz rozumiesz, o co mi chodziło? Umiejętność koncentracji nie jest naszą najmocniejszą stroną. Podejmujemy decyzje, opierając się głównie na myślach i przekonaniach, a tym samym odbieramy prawo głosu pragnieniom. Jeśli nie umiesz dostrzec tego, co masz wokół siebie, jakoś przeżyjesz, ale cóż to za życie, gdy nie jesteś w stanie cieszyć się tym, na czym ci zależy? W tej materii radzimy sobie naprawdę kiepsko. Niby nasze mózgi są wyposażone we wszystko, co niezbędne, by się skupić, ale jakoś nam nie idzie. Zresztą gdyby to było takie proste, nie znaleźlibyśmy się w tym punkcie.
Mindfulness wskazuje drogę wyjścia. Co kluczowe, zmniejsza strach. Dopóki rozglądamy się w panice na prawo i lewo, nie wiedząc, skąd spodziewać się niebezpieczeństwa, nie damy rady się skupić. Nie jesteśmy w stanie nawet jasno myśleć, więc kurczowo chwytamy się znanych sposobów, bo znane zło jest zawsze lepsze niż nieznane. Wyłamanie się z tego schematu, zboczenie z utartych ścieżek wydaje się obezwładniające. W efekcie jesteśmy ofiarami własnych negatywnych myśli i pozwalamy, by bombardowały nas ze wszystkich stron – nieważne, jak bardzo jest to bolesne i niszczące.
Musimy odrzucić strach, obniżyć poziom kortyzolu (zwanego hormonem stresu), bo w przeciwnym razie nigdy nie uwolnimy się od tego zrzędzącego matczynego głosu stale brzmiącego nam w uszach. (W moim przypadku to naprawdę był głos mojej matki, ustawicznie przywołujący mnie do porządku). Z czasem nauczysz się zachowywać spokój i patrzeć z chłodnym dystansem na kotłujące się w twojej głowie bezładne myśli, czyli ten cały bajzel (jak ja lubię to nazywać).
Neuronauka a mindfulness
Jedną z rzeczy, którą uwielbiam w mindfulness, jest naukowy aspekt uważności. Nie ma nic bardziej emocjonującego niż oglądanie obrazu na skanerze i obserwowanie, co się dzieje z ludzkim mózgiem pod wpływem ćwiczeń. Oglądanie mózgu jest generalnie bardzo podniecające, ale widząc, jak się zmienia dzięki treningom mindfulness, aż wzdycham z zachwytu. Na czym to polega? Otóż osobę od dawna praktykującą uważność poddaje się badaniu za pomocą rezonansu magnetycznego, prosząc ją o wykonywanie wskazanych czynności lub myślenie o konkretnych rzeczach, a następnie odnotowuje się, czy powoduje to aktywowanie się neuronów w określonych obszarach.
Poddałam się temu badaniu po napisaniu książki A Mindfulness Guide for the Frazzled i opublikowałam wyniki w ostatnim rozdziale. Obrazowanie wykonano przed oraz po udziale w tygodniowym programie milczącej medytacji uważności. Efekty okazały się imponujące. To wspaniałe uczucie przekonać się, że wieloletnie starania i ćwiczenia (nie chodziło tylko o ten tydzień – praktykuję mindfulness od lat) przyniosły skutek i mój mózg wykazuje cechy świadczące o dobrym wytrenowaniu. Nawet jeśli generalnie nie ma we mnie nic powalającego, to przynajmniej mózg mam fenomenalny.
Co się dzieje w mózgu?
Gdy zaczynasz mieć gonitwę myśli, oznacza to, że w twoim mózgu aktywował się ośrodek zwany ciałem migdałowatym. Jego zadaniem jest alarmowanie o możliwym niebezpieczeństwie. W tym celu wysyła sygnał do nadnerczy, aby zaczęły wydzielać kortyzol odpowiedzialny za reakcję walki i ucieczki. Dobrze, jeśli twój mózg zwalnia, gdy niebezpieczeństwo minie. Problem pojawia się wtedy, gdy cały czas pracuje na najwyższych obrotach. Obecnie żyjemy w ciągłym stanie pogotowia. Nie chodzi o to, że cały czas faktycznie coś nam zagraża, ale o to, że przez całą dobę jesteśmy pod obstrzałem złych wiadomości. Nasze ciało migdałowate nie wie, czy niebezpieczeństwo czyha obok, czy na drugim końcu świata. Tym sposobem kurek z kortyzolem jest wciąż odkręcony. Jeżeli taki stan utrzymuje się permanentnie, może prowadzić do przepalenia połączeń nerwowych skutkującego załamaniem psychicznym, a także do znaczącego osłabienia układu odpornościowego, co zwiększa zapadalność na wiele chorób, w tym na niektóre nowotwory, choroby sercowo-naczyniowe, cukrzycę typu 2 czy demencję.
Jak działa praktyka mindfulness
Kiedy twoja świadomość wzrasta, ciało migdałowate zostaje pobudzone do działania. Zorientujesz się, że tak się dzieje, bo zaczną cię atakować gorączkowe myśli lub wpadniesz w popłoch. Co zrobić w takiej sytuacji? Spróbuj świadomie skoncentrować się na jednym ze zmysłów. Bodźce zmysłowe aktywizują strukturę mózgu zwaną wyspą, gdzie zostają one przekształcone w odczucia – innymi słowy nie tylko je rozpoznasz, ale uświadomisz je sobie wisceralnie (czyli odczujesz głęboko w trzewiach).
Jeśli powoli przeniesiesz uwagę na jeden ze zmysłów, pozwoli ci to uspokoić rozszalałe ciało migdałowate. Twoje ciało nie może robić obu rzeczy jednocześnie – albo wariujesz od szalejących myśli napędzanych kortyzolem, albo przechodzisz w tryb czystej świadomości wolnej od myślenia, a niosącej ze sobą spokój i wyciszenie. To nie tyle rodzaj bitwy między ciałem migdałowatym a wyspą, co raczej między środkowymi i bocznymi obszarami mózgu.
Fitness dla umysłu
Mindfulness to trening umysłu. Nie musisz w tym celu iść na siłownię – cały potrzebny sprzęt masz już w głowie. Przenośny i zawsze pod ręką.
Ćwiczenie uważności działa na identycznej zasadzie co w przypadku mięśni. Gdy wielokrotnie podnosisz się z pozycji leżącej do siedzącej, rozwijasz i wzmacniasz mięśnie brzucha. Kiedy skupiasz uwagę na wrażeniu zmysłowym, wychwytujesz napływającą myśl i ponownie koncentrujesz się na bodźcu.
Czyli robisz coś w rodzaju psychicznych brzuszków. Każdy taki brzuszek rozbudowuje i wzmacnia sieć połączeń synaptycznych (składających się na istotę białą) w rejonie wyspy, a przez to zwiększa metapoznanie, czyli poznanie własnych procesów poznawczych (a więc obserwowanie z dystansu swoich myśli i uczuć). Im sprawniejsza jest wyspa, tym łatwiej umysłowi znaleźć oparcie i przetrwać napór gwałtownych uderzeń stresu.
Mózg wyćwiczony w uważności przekazuje jasne i uporządkowane myśli w miejsce bezładnej gmatwaniny, jaką serwuje nam umysł wyczerpany emocjonalnie. W stanie wycieńczenia psychicznego wyłuskanie z tej plątaniny czegokolwiek sensownego jest niemożliwe, niechby to było przypomnienie sobie, gdzie zostawiliśmy telefon (przez który przeważnie akurat rozmawiamy).
Klarowny umysł oznacza więcej miejsca na myśli. Na tym etapie zaczyna się myślenie nieszablonowe – nie musisz trzymać się utartych schematów, bo już nie dręczy cię strach przed porażką. Dopiero teraz robi się ciekawie. Otwierasz się na kreatywność i pozwalasz energii płynąć. Wtedy pojawia się przepływ (uskrzydlenie). Gdy uwolnisz się od strachu, skrzydła wyrosną ci u ramion.
Myśli nie da się zatrzymać
Czyli robisz coś w rodzaju psychicznych brzuszków. Każdy taki brzuszek rozbudowuje i wzmacnia sieć połączeń synaptycznych (składających się na istotę białą) w rejonie wyspy, a przez to zwiększa metapoznanie, czyli poznanie własnych procesów poznawczych (a więc obserwowanie z dystansu swoich myśli i uczuć). Im sprawniejsza jest wyspa, tym łatwiej umysłowi znaleźć oparcie i przetrwać napór gwałtownych uderzeń stresu.
Mózg wyćwiczony w uważności przekazuje jasne i uporządkowane myśli w miejsce bezładnej gmatwaniny, jaką serwuje nam umysł wyczerpany emocjonalnie. W stanie wycieńczenia psychicznego wyłuskanie z tej plątaniny czegokolwiek sensownego jest niemożliwe, niechby to było przypomnienie sobie, gdzie zostawiliśmy telefon (przez który przeważnie akurat rozmawiamy).
Klarowny umysł oznacza więcej miejsca na myśli. Na tym etapie zaczyna się myślenie nieszablonowe – nie musisz trzymać się utartych schematów, bo już nie dręczy cię strach przed porażką. Dopiero teraz robi się ciekawie. Otwierasz się na kreatywność i pozwalasz energii płynąć. Wtedy pojawia się przepływ (uskrzydlenie). Gdy uwolnisz się od strachu, skrzydła wyrosną ci u ramion.
A na zakończenie olśnienie stulecia – myśli to nie fakty. Już samo to powinno znacząco zmniejszyć twój stres.
źródło: R. Wax, Jak przetrwać życiowe trudności…, 2023























































