Strach chroni nas przed niebezpieczeństwem

Klaus W. Vopel

Lekcje empatii, lekcje o emocjach

Dawno, dawno temu, za górami, za lasami, za siedmioma miastami i pięćdziesięcioma blokami mieszkała sobie mała Wiolonczela. Matka nazwała ją zdrobniale imieniem Viola.

Rodzina małej Violi spędzała całe dnie na graniu różnych pieśni przynoszonych co rano przez leśne ptaki z odległych, zagranicznych krain. Co rano tato Wiolonczela, mama Wiolonczela i mała Wiolonczelka ubierali się w bogato zdobione stroje i rozpoczynali przygotowywanie swoich instrumentów. Następnie kładli na pulpitach liście z zapisanymi miłością nutami i zaczynali grać… Trwało to zwykle cały dzień. Gdy ich kunszt osiągał już taki poziom, że ciężko już było grać lepiej, otwierali uroczyste przyjęcie dla sąsiadów.

Początkowo okoliczni mieszkańcy trochę narzekali, jednak w końcu docenili niezwykłą rodzinę. Miło jest przecież posłuchać pięknej muzyki tak zupełnie bez okazji, a i z okazji też przyjemnie. Na przyjęciach i balach, które rodzina Wiolonczel chętnie organizowała, przybywały tłumy gości.

Tato małej Violi nosił długie rude wąsy, które zawadiacko podwijał, a kiedy grał, wpadały one w rezonans razem z jego wielkim brzuchem i łaskotały go po twarzy tak mocno, że aż kichał, a mała Viola śmiała się wtedy do rozpuku!

Mama naszej Wiolonczelki była bardzo elegancką kobietą, zawsze w wysokich obcasach z ogromnymi srebrnymi kolczykami w zgrabnych uszach.

Viola podobna była do swojej mamy, jednak poczucie humoru odziedziczyła po tacie. Nieraz w czasie wykonywania jakiegoś eleganckiego utworu, przychodził jej do głowy zawadiacki pomysł i zapominała na chwilę o zebranej widowni, podskakiwała do góry, a z jej brzuszka wydobywały się wtedy fałszywe dźwięki. Tatę bardzo to złościło, ponieważ był perfekcjonistą i każdy fałszywy dźwięk odbijał się nieprzyjemnym zgrzytem w jego wrażliwym uchu. W takich chwilach mama Wiolonczela patrzyła na córkę trochę karcąco, a trochę pobłażliwie i szybciutko wplatała jakiś muzyczny ozdobnik, aby przykryć to wiolonczelowe faux pas. Ale tato długo się nie gniewał i gdy kończyli koncert, zawsze podkreślał, jaką to ma wybitnie zdolną córkę. Przedstawiał również zebranym niezwykłe perspektywy, jakie czekają na nią w przyszłości. Mogło to być granie na corocznych zgromadzeniach Talerzy i Kontrabasów albo występowanie solo przed Królem Księżycem. Potrafił tak długo się rozwodzić nad niezwykłymi zdolnościami małej Wiolonczelki, że zebrani zaczynali dyskretnie ziewać, a elegancka mama Wiolonczela cichutko szeptała mu do ucha, że kelnerzy właśnie wnieśli do sali tort oraz pieczonego indyka ze śliwką. To zawsze działało i tata zapominał o swoich wywodach, ba, zapominał o bożym świecie i pędem udawał się konsumować przyniesione pyszności, a mama i córka przybijały sobie piątkę. A goście? Goście mogli odetchnąć z ulgą…

Żyło im się bardzo przyjemnie w towarzystwie pięknej muzyki, miłych sąsiadów i smacznego jedzenia. Mała Wiolonczelka wyrosła na mądrą, śliczną i wesołą pannę. Wydawałoby się, że nie brakuje jej niczego, czasami jednak wyglądała tęsknie przez okno na swoich rówieśników z innych bajek, którzy biegali po podwórku, zbijali bąki i krótko mówiąc marnotrawili czas. Viola myślała nieraz, że chciałaby tak jak oni nie przejmować się tym, że musi przygotować się do wieczornego koncertu i długo ćwiczyć, tak długo, że nie starczało już czasu na inne rzeczy. W głębi duszy zazdrościła swoim rówieśnikom dziecięcej beztroski, ale za nic w świecie nie chciałaby zawieść rodziców ani widowni, która przecież na nią czekała. Poza tym tato zawsze mówił, że jeśli będzie naprawdę dobrze grać, to czeka ją wspaniała przyszłość. Viola nie bardzo potrafiła wyobrazić sobie tę przyszłość, ale ufała, że tato wie, co jest dla niej dobre.

Pewnego dnia Wiolonczelka obudziła się bardzo wcześnie, razem ze słońcem. Wyjrzała przez okno i uśmiechnęła się do złotego promyka.

– Witaj promyku, jesteś taki ciepły i śliczny, tak jak śliczna i mądra jestem ja. Dziękuję ci, że jesteś i obudziłeś się razem ze mną – ucieszyła się Viola.

Wiolonczelka patrzyła jak promień wędruje sobie po ścianie, po podłodze, aż w końcu usiadł na jej długich włosach splecionych w warkocz na kształt korony. Przez chwilę wyglądała jak mała księżniczka. Minuty jednak mijały i promień po przywitaniu się z dziewczynką, musiał wracać do swoich zajęć. Viola pomachała mu na pożegnanie, ale gdy odszedł, poczuła się trochę samotna. Była też trochę zła, że ją tak zostawił. Jest przecież taka wyjątkowa!

#arkusze #ASD #autyzm #BożeNarodzenie #ciekawostki #czytanie #edukacja #ekologia #emocje #empatia #integracja #jesień #kolorowanie #kolory #kreatywność #kształty #lato #lekcja #logiczne #logopedia #manualne #matematyka #mindfulness #motoryka #percepcja #przedszkole #przyroda #psychologia #rewalidacja #rozwój #scenariusz #scenariusze #sensoryka #storytelling #szkoła #toksyczni #uwaga #uważność #zabawa #zabawy #zajęcia #zajęciaspecjalistyczne #ZespółAspergera #zwierzęta #ćwiczenia

Polecam wordpress.com


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: